Katalog znalezionych haseł
Czytasz wypowiedzi wyszukane dla słów: koszty utrzymania pracownika





Temat: Dziura budżetowa - rozwiązanie
Dziura budżetowa - rozwiązanie
Trudno ciąć wydatki budżetowe, które i tak są na ogół poniżej niezbędnego
minimum. Istnieją owszem miejsca gdzie można by coś zaoszczędzić, lecz jest
kropla w morzu potrzeb. Można natomiast wydatnie zwiększyć dochody budżetu i to
nie podnosząc podatków. Wystarczy przyjrzeć się małym i średnim firmom. Z moich
obserwacji, jako że zawodowo zajmuje się finansami takich firm i sumieniami ich
właścicieli, jasno wynika, że ujawniony ich obrót stanowi niejednokrotnie
zaledwie 30% rzeczywistej sprzedaży. I co ciekawe ci tzw. przedsiębiorcy,
którzy w mediach jawią się jako dobroczyńcy narodu skrępowani fiskalizmem
państwa i nadmiernie obciążeni wskutek istnienia minimalnej płacy, narzutów na
wynagrodzenia pracowników i w ogóle wskutek istnienia Kodeksu pracy, do
ukrywania przychodów, czyli działania w szarej strefie i innych przekrętów
bezczelnie się przyznają. Tych przedsiębiorców jest około 90%. Jak ich znaleźć?
Wystarczy np. sprawdzić, który z nich od kilku lat wykazuje straty. Następnie
zadać mu pytanie dlaczego nie zaniecha nierentownej działalności i z jakich to
źródeł, jak twierdzi „dokłada do interesu”.
Niektórzy z tych przedsiębiorców są aż tak pazerni, że dosłownie są chorzy gdy
przyjdzie im zapłacić 10 zł podatku dochodowego. Zaczynają wówczas na gwałt
szukać kosztów. Najczęściej im doradzam: „daj pan ludziom podwyżkę i będziesz
pan miał koszty”.
Ten sam przedsiębiorca dobroczyńca, który w telewizji jęczy ze łzami w oczach,
że utrzymanie pracownika kosztuje go łącznie aż 1.500 zł miesięcznie, lekką
ręką, z gestem wydaje np. 3.000 zł na zakrapiany obiadek w wesołym towarzystwie
i jeszcze puszcza to w koszty firmy. Chętnie wręczyłbym nawet te całe 1.500 zł
takiemu przedsiębiorcy i kazałbym wyżyć za nie – opłacić mieszkanie, wodę, gaz,
energię elektryczną, kupić sobie buty, jesionkę itp. – ciekawe ile by wytrzymał?
Skończmy z tą farsą o dobrodziejstwie przedsiębiorców – nie po to prowadzą
interes żeby dawać miejsca pracy, tylko po to żeby jak najwięcej zarobić i
jednocześnie czuć się ważnym, w czym bardzo pomaga gnojenie pracowników. A
mądrości wygłaszane w telewizji przez przedstawicieli BCC przyprawiają mnie o
mdłości.
Często pytam przedsiębiorców, gdy narzekają na brak popytu, kto ma u nich
kupować jeśli oni sami płacą pracownikom netto powiedzmy 500 zł lub mniej
(np. „niepełny” etat, ale 10 godzin dziennie z sobotami) – słyszę: czy pan wie
jakie olbrzymie koszty utrzymania pracownika ja ponoszę? - płacić więcej
powinni inni.
W naszym kraju nie brakuje pracy, lecz chętnych do płacenia za pracę.
Zlikwidujmy pojęcie płacy minimalnej, a sam stanę się dobroczyńcą - stworzę ze
trzy nowe miejsca pracy np. zatrudnię jelenia za 20 zł miesięcznie choćby do
ścielenia łóżka bo nie lubię tego sam robić. I w ten oto sposób pozbędziemy się
bezrobocia. Tylko czy to zlikwiduje problem? Z pewnością nie.
Weźmy więc pod lupę małe i średnie firmy, przyjrzyjmy się wydatkom, majątkom i
sumieniom przedsiębiorców i przestańmy się łudzić, że obniżka podatków i
kosztów pracy coś zmieni w ich postępowaniu. Demoralizacja wywodząca się
jeszcze z czasów PRL, gdzie w towarzystwie do dobrego tonu należało chwalić się
kombinowaniem, czyli po prostu kradzieżą, jest zbyt zakorzeniona. Trzeba
wychować kilka nowych pokoleń, aby można było liczyć na obywatelską i ludzką
postawę prawdziwych przedsiębiorców.
A na dziś radzę rozbudować organy kontrolne do granic bólu i w teren. Tylko
skąd wziąć uczciwych kontrolerów?

Tych przedsiębiorców, którzy czują się urażeni bardzo przepraszam o ile
zaliczają się do tych 10% spośród nich, których powyższe zarzuty nie dotyczą.

Leon Zawodowiec
Przeczytaj wszystkie posty z tego tematu



Temat: Rozkładanie & & #35 8222;usług transportowych& & #35 8221;
Rozkładanie & & #35 8222;usług transportowych& & #35 8221;
O co chodzi z transportem drogowym? Fruwająca głupota twórców ustawy o
transporcie drogowym czy przemyślany cios w drobną przedsiębiorczość?

Przecież ustawa uniemożliwia zastosowanie racjonalnego mechanizmu,
pozwalającego na unikanie konieczności płacenia za horrendalnie drogie
licencje przez firmy korzystające z transportu ciężarowego w ramach
działalnosci pomocniczej w stosunku do innej działalności podstawowej - czyli
w systemie „użytek własny”:

1) zakup samochodu ciężarowego w leasingu (nie mam tu na myśli Toyoty Yaris,
a prawdziwy samochód ciężarowy o masie całkowitej ponad 8 000 kg);
2) realizacja własnych potrzeb transportowych (transport kupowanych surowców
i sprzedawanych produktów);
3) nisko-kosztowa obsługa pojazdu w oparciu o samo-zatrudnienie. Czyli
kierowca/przedsiębiorca, który optymalizuje swój efekt ekonomiczny obsadzając
także mój samochód o ile jest to zgodne z „tacho” i wszelkimi przepisami
fiskalno/drogowymi.

Niestety, ten prosty, pro-efektynościowy mechanizm synergicznego
wykorzystania zasobów np. przez firmę produkcyjną zgodnie z Polskim prawem
jest niedozwolony! Gdy kierowca nie jest na etacie lecz "na fakturze" należy,
zgodnie z ustawą zdać specjalny egzamin i zapłacić kilka tysięcy euro za
licencję.

Czy ktokolwiek pyta o sens tych przeregulowań? Dlaczego na bezpieczeństwo
ruchu drogowego miałoby wpływać to czy przedsiębiorca ponosi pełne koszty
utrzymania pracownika, czy też płaci uzgodnioną stawkę na fakturę np. firmie
zatrudniającej kilku kierowców, lub osoby prowadzącej jednoosobową
działalność gospodarczą? Wszak tak naprawdę w takich sytuacjach posiadaczowi
auta na użytek własny chodzi tylko i wyłącznie o minimalizowanie kosztu
nieprodukcyjnego stanowiska pracy. Jakiś geniusz z MI uzasadnił, że
ustawodawcy chodziło o dosłowne przetłumaczenie ustawy europejskiej, choć
prywatnie uważa, że jest to rzeczywiście knot, który wykańcza firmy: i tych
usługodawców i tych usługobiorców. To prywatnie, bo służbowo ostrzega, jeżeli
spotka mój nowy samochód, kupiony legalnie, wykorzystywany legalnie w
zbożnych celach, a kierowca nie będzie miał umowy o pracę tylko umowę o
wykonanie usługi kierowania moim pojazdem dla obsługi moich potrzeb np.
produkcyjnych, (czyli naprawdę użytek własny, tyle że kierowca nie zarabia z
listy płac, a na fakturę) – mandat, przepraszam decyzja administracyjna na
kwotę 8000 zł!

Ludzie! Jakże w takich chwilach boli bycie Polakiem! Uwierzcie lub nie, ale
jeden z moich rozmówców z MI (a trzeba było 6 zanim doszliśmy do
wniosku „dura lex set lex”) stwierdził, iż też zna się na ekonomii, co
pozwala mu sadzić, że ustawodawca badając krzywą Laffer’a doszedł do wniosku,
iż kolejne obciążenie fiskalne nie spowoduje spadku aktywności gospodarczej!

Dziwi mnie bardzo, czemu Radca Handlowy na przykład Łotwy na stronie naszego
Polskiego MI lub MF nie zainstalował swojego linka
np.: „nierób_biznesu_w_Polsce_u_nas_lżej_przedsiębiorcom”.

Komu zależy by wykończyć drobne przedsiębiorstwa rodzinne? Sam znam 2 małe
firmy transportowe typu ojciec, syn i samochód, które dzięki tym przepisom
zeszły z rynku, mi skoczą koszty ogólne, więc pewnie ograniczymy
produkcję/zatrudnienie. Czy tak zawojujemy Europę Panowie Ustawodawcy? I
gdzie tu słynne Przede Wszystkim Przedsiębiorczość – z tej ustawy wynika
Przede Wszystkim Koncentracja!
Transportowcom też się dziwię - idziecie "w Europę" Panowie jak owce na rzeź! Przeczytaj wszystkie posty z tego tematu



Temat: kto NIE ma pracy, bo nie ma ZNAJOMOŚCI??
Dlaczego wszyscy tak wysoko mierzycie . Czy te 800 zł to tak mało na
początku ? Ważna jest praca i zdobywanie doświadczenia . Kazdy chciałby
zarabiać dużo , ale w jaki sposób pracodawca ma dać komuś wysoką pensję
jeśli nie wie co ten ktoś potrafi . A tak wogóle czy ktoś z was
zdaje sobie sprawe jakie są koszty utrzymania pracownika i dlaczego
przedsiębiorcy kombinują . Jeśli Rząd dalej będzie chciał podnosić stawki na
ZUS od przedsiębiorców i pracowników to niedługo tylko posłowie i
administracja publiczna będą pracować na pełny etat . Reszta ludzi
będzie pracować na pół etatu a w rzeczywistości będziemy pracować normalnie
a wpływy do budżetu będą o połowe mniejsze . A wracając do wątku
pensji to po rOku pracy pewnie dostałbyś już 1000 zł , po dwóch latach
1200 a po trzech mógłbyś sam dyktować już warunki gdyż miałbyś już
doświadczenie .Każdy chciałby zarabiać jak najwięcej . Ja zarabiam
naprawdę dobrze ale ostatnio zaczyna być mało . Apetyt rośnie w miarę
jedzenia i nasze potrzeby też . Dzieci coraz większe , w domu przydałby
się remont i samochód do wymiany - zawsze będzie mało a te magiczne dwa
tysiące o których wszyscy mówią to naprawdę niewiele przy cenie
wszystkiego . Nie należy jednak się załamywać , pracuj za 700 lub 800 zł
potem będzie więcej OBIECUJE - przekonasz się sam .
A wracając do wypowiedzi "mgrinz" dotyczącej Media Markt - masz całkowitą
rację , ludzie tam są beznadziejni . Obsługa jest do niczego ,
kierownictwo naprawdę powinno coś z tym zrobić . Po pierwsze pracownicy
tam nic nie wiedzą , łaskę robią , że muszą odpowiedzieć na jakieś
pytanie . Ich motto to - " bierz i spadaj a jak Ci się nie podoba to
inni kupią . Kiedyś tak nie było , pamientam jak kupowałam pralkę
obsługiwał mnie młody chłopak był naprawdę miły i znał się na
sprzęcie . Gdy zobaczył ,że jestem sama spytał się czy pomóc mi wnieść
tą pralkę do auta , poprosił kierownika o wyjście i pomógł mi ją
załadować do samochodu . Ostatnio chciałam kupić płytę i spytałam się
czy taka jest na co bardzo miła PANI odpowiedziała mi - " Jest tylko to
co pani widzi , po czym łaskawie spojżała do komputera i stwierdziła ,
że gdzieś jest i pokazała gdzie mam szukać . Przykro mi ale ja nie mam
czasu na szukanie , mój czas jest również ważny . Tak naprawdę to
powinna ruszyć d.... i mi ją podać . Wyszłam i nic nie kupiłam i pewnie już
nic tam nie kupię .Wydaje mi się ,że pracownicy w Media Markt bardzo się
popsuli w momencie , w którym był taki duży spadek cen na ich produkty a
ludzie ciagneli drzwiami i oknami . Poczuli sie strasznie ważni i to im do tej
pory zostało . Godna polecenia to " CASTORAMA " i "TESCCO" , naprawde miła
obsługa i kompetentni ludzie . Przeczytaj wszystkie posty z tego tematu



Temat: Co tak naprawdę się liczy ?
>coraz częściej zastanawiam się
> nad sensem tej uczciwości !
Nie zastanawiaj się. Uczciwość zawsze popłaca.

> Okazuję się że np.
> osoba , której zaufałam , spełniłam wszystkie wymagania, również
> finansowe ( nie małe ) w sposób formalny ( na papierze), informuje
> mnie w połowie października ,że odchodzi do innego przedszkola -
> które zaproponowało jej jeszcze wyższe wynagrodzenie - co prawda
>na papierze najniższa krajowa ale gotówki w ręku więcej. Przecież
>ja mogłabym w ten sposób przelicytować innego pracodawcę ,bo koszt
> utrzymania pracownika tak naprawdę się dla mnie nie zmienia
> Zastanawiam się na czym tak naprawdę
> zależy nauczycielkom , zwłaszcza tym młodym
Myslę, że to zależy od ich dojrzałości i sytuacji życiowej w jakiej
się znajdują. Większość na pewno docenia pracę dającą pełne
ubezpieczenie, bo zdają sobie sprawę, że od tego będzie zależeć
wysokość świadczeń emerytalnych, dochodów w okresie zwolnień
lekarskich czy urlopów macierzyńskich, ewentualna renta. Ale
rozumiem także, że jeśli ktoś musi się utrzymać całkowicie
samodzielnie, nie może liczyć na niczyją pomoc ( a w dużych miastach
pojawiła się w ciagu ostatnich kilku lat spora rzesza młodych
nauczycielek z innych miejscowości, które nie mają wsparcia w
postaci np. darmowego mieszkania u rodziców) to czasem liczy się
każdy grosz. Z pojedynczej pensji nauczyciela (nawet w przedszkolu
niepublicznym) nie jest łatwo opłacić np. wynajęcie mieszkania,
bilety komunikacji miejskiej i wszystko to, o czym się marzy
podejmując pracę zarobkową.
Nie popieram wspomagania pracodawców w nieuczciwym zatrudnianiu (bo
przecież nauczycielki korzystając z takich ofert sankcjonują te
działania), ale usiłuję zrozumieć motywację tych, którzy (mając
wybór) przystają na takie warunki pracy.

>Prowadzę rekrutację na miejsce zwalniającej się
> nauczycielki i mam coraz większy dylemat - może to ze mną coś jest
> nie tak , może nie potrafię dopasować się rzeczywistości ( a może
> powinnam -jeśli to stabilizuje kadrę)
Nie sądzę, żeby kadrę stabilizowały jedynie warunki płacowe i sposób
ubezpieczenia.
Nie chciałabym zatrudnić (też jestem włascicielką małego przedszkola
niepublicznego i jednocześnie nauczycielką pracującą z dziećmi)
nauczycielki, która dla mnie zadeklarowałaby natychmiastowe
porzucenie innej placówki. Bo to oznaczałoby, że za chwilę może
zostawić moje dzieci.
Trzeba się jednak liczyć z tym, że pracownik może mieć własny pomysł
na przebieg swojej kariery zawodowej. Dlatego, moim zdaniem,
najważniejsze jest takie ułożenie wzajemnych stosunków, żeby można
było się otwarcie informować o wzajemnych planach czy problemach.
Mnie się do tej pory udawało. Kiedy pracujące u mnie nauczycielki
miały w swoich planach odejście z mojego przedszkola (zmiana zawodu,
zmiana miejsca zamieszkania) informowały mnie o tym na tyle
wcześnie, że udawało nam się np. przedstawiać dzieciom i
rodzicom "nową panią" przed wakacjami, a czasem nawet zmieniające
się nauczycielki pracowały chwilę "na zakładkę", żeby dzieci miały
szansę przyzwyczaić się do nowej pani, a nowa pani poznać obyczaje
panujące w moim przedszkolu.
Ale może miałam do tej pory szczęście Zresztą tych zmian nie
było przez lata mojej pracy wiele.

> Może znajdzie się ktoś kto pomoże mi to zrozumieć , albo uwierzyć
> że jednak nie wszyscy kierują się takimi zasadami ?
Nauczycielki w moim przedszkolu zatrudniane są w pełni legalnie, z
pełnym ubezpieczeniem. Nie pracują 8 godzin dziennie, bo w moim
interesie leży, żeby pracowały z dziećmi wypoczęte i pełne
zaangażowania.

>Dzieci to nie towar, nie można
> narażać ich na częste zmiany
No cóż... Niewątpliwie absolutnie stałym elementem mojego
przedszkola jestem ja. Od 20 lat ta sama

Wczoraj był piątkowy wieczór. Byłaś zmęczona. Dziś pewnie już jest
lepiej. Uczciwość wobec innych (i siebie) naprawę jest ważna.

Pozdrawiam
Przeczytaj wszystkie posty z tego tematu



Temat: Nowe miejsca pracy... dla Chińczyków
Organizacje pracy zgadzaja się co do tego, ze w przypadku Chin wystarczająca na
opłacenie kosztów utrzymania pracownika stawka wynosi mniej więcej 87 centów
amerykańskich za godzinę. W Stanach i Niemczech gdzie miedzynarodowe koncerny
pozamykały setki rodzimych zakladów tekstylnych, robotnicy przemysłu odziezowego
dostają odpowiednio 10 i 18,40 USD za godzinę. Praktycznie rzecz biorac w
porównaniu z Chinami wszędzie zarobki sa wysokie. Bez względu na położenie
poszczegolnych stref produkcji eksportowej (marzy ci się żeby coś takiego było w
Polsce gratuluję!) opowieści robotników są do siebie frapująco podobne: dzień
pracy jest długi- 14 godzin w Sri Lance, 12 w Indonezji, 16 w południowych
Chinach 12 na Filipinach (tam koszty pracy są rzeczywiście najniższe na świecie
ale to azjatycka niewolnicza mentalność). Lwią część robotników stanowią
kobiety. W zakladach obowiązuje wojskowa dyscyplina, brygadziści sa często
brutalni, płace ponizej zyciowego minimum. Młodym robotnikom w tzw. wolnych
strefach ekonomicznych wmawia się że eksploatacji w fabrykach należy się poddać
w imie patriotyzmu i obowiązku narodowego.Nie wolno kwestionować zadnych
postanowień kierownictwa. Oczywiście obowiązuje w wielu strefach ekonomicznych
oficjalny zakaz strajków. Brutalne polączenie ogromnej intensywności pracy i
braku jakichkolwiek gwarancji zatrudnienia jest charakterystyczne dla wszystkich
stref wolnego handlu. Pracuje się tu sześć albo siedem dni w tygodniu, a kiedy
zbliza się termin wysyłki duzego zamówienia-az do skończenia partii. Ze
wszystkich stref, bez wzgledu na ich połozenie, płuną koszmarne opowieści o
pracy w nadgodzinach: z Chin pochodzą udokumentowane relacje o zmianach
trwających trzy dni, podczas których robotnice musza spać na podłodze obok
swoich maszyn. Kontrahentom często groża ogromne kary pieniężne za
niedotrzymanie terminu, bez względu na to, jak byłby nierealny. Podobno w
Hondurasie, kiedy kończy się termin realizacji szczegolnie ważnego zamówienia,
kierownictwo szprycuje robotnice amfetaminą, żeby mogły wytrzymać 48-godzinne
maratony (Goldenberg, "Colombo-Stitch- Up". Takie migrujące fabryki-jaskólki sa
tak sknstruowane by odznaczać się jak największą "elastycznością": ich
podstawowe cechy to : podążanie za zwolnieniami od podatków, tam gdzie jeszcze
tańsza sila robocza, gdzie nie ma przepisów dotyczących ochrony praw
pracowniczych i ochrony środowiska. Rozwój gospodarczy, budowany na głodowych
płacach, nie tylko nie spowodował stałej poprawy warunków zycia, lecz okazał się
marszem w rytmie: krok do przodu, trzy kroki do tyłu. Na początku roku 2000 nie
było już dumnych azjatyckich tygrysow, na które mozna by sie powołać, zaś
argumenty korporacji i ekonomistów, w tak osobliwy sposób broniacych zakładów
wyzyskujących siłe roboczą, zostały całkowicie zdyskredytowane Przeczytaj wszystkie posty z tego tematu



Temat: wojna w Choszczeńskim TBS-ie!
wojna w Choszczeńskim TBS-ie!
artykuł z GAZETY LUBUSKIEJ:

Prezes Choszczeńskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego zwolnił z pracy
związkowców. – Złamał prawo – bronią się zwolnieni. Twierdzą, że są ofiarami
politycznych rozgrywek.

Razem z przewodniczącym Mariuszem Wojtowiczem pracę stracił inny związkowiec
Damian Kwieciński, a główna księgowa Danuta Przymuszała została przeniesiona
na inne stanowisko. Cała trójka twierdzi, że prezes ChTBS Mariusz Okoński nie
miał prawa tak postąpić, bo są objęci ochroną związków zawodowych. Już
skierowali pozwy do Sądu Pracy.
Prezes nic nie wie
Prezes Okoński twierdzi, że związki założono dopiero wtedy, gdy podjął
decyzję o przeniesieniu księgowej, a Wojtowicz i Kwieciński dowiedzieli się o
tym, że zostaną zwolnieni. Oficjalnie nic nie wie o tym, że w jego zakładzie
istnieje Tymczasowa Komisja Zakładowa NSZZ Solidarność. – Czy ktoś by
poważnie potraktował takie pismo? – pokazuje nam kartkę którą Wojtowicz
przyniósł mu w dniu 29 grudnia 2006r. Nie ma na niej żadnego podpisu. Na
blankiecie Komitetu Zakładowego NSZZ Solidarność ZOZ podany jest skład
komisji i trzy osoby (księgowa i obydwaj pracownicy – dop.tk) objęte
szczególną ochroną związku. Prezes dodaje, że już zwrócił się do Zarządu
Regionalnego NSZZ Solidarność w Gorzowie Wielkopolskim o sprawdzenie, czy
komisja została oficjalnie zarejestrowana.
Ludzie byłego szefa
Fakt, że 28 grudnia zostały zarejestrowane TKZ NSZZ Solidarność w ChTBS
potwierdza Jarosław Porwich, przewodniczący Zarządu Regionalnego NSZZ
Solidarność w Gorzowie Wielkopolskim. – Prawo nie określa kiedy i w jaki
sposób członkowie związku mają informować pracodawcę o powstaniu TKZ, ale
dokładnie mówi, kto jest pod szczególną ochroną. Każdy sąd stanie po stronie
tych pracowników – twierdzi Porwich.
Tymczasem Wojtowicz i Kwieciński twierdzą, że są ofiarami politycznych
rozgrywek. Obaj pracowali firmie za rządów Jerzego Lechnera, człowieka
Ryszarda Boratyńskiego, byłego burmistrza. Przypomnijmy, że po dość burzliwym
przejęciu władzy w PGK, stracił tam pracę J. Lechner. W "nagrodę" otrzymał
posadę prezesa ChTBS (po zwolnionym M. Okońskim). Okoński odwołał się do
sądu, który po jakimś czasie przywrócił do pracy. Przez pewien okres było
prezesów dwóch. Po ostatnich wyborach Lechner został zwolniony. Jak wynika z
grudniowej relacji burmistrza Roberta Adamczyka zwolniony prezes źle
gospodarzył. Podobno za jego sprawą w ciągu ostatniego roku o 100 proc.
wzrosły koszty utrzymania pracowników w ChTBS. Burmistrz zasugerował, że J.
Lechner w sposób nieprzemyślany zlecał remonty budynków administrowanych
przez towarzystwo. Zasugerował, że robiono je z myślą o zbliżającej się
kampanii wyborczej. Potwierdza to obecny prezes ChTBS M. Okoński. – Mamy
dowody na to, że tak było. Np. wymieniano okna u osób, które mają największe
zadłużenie. Pracownicy co dwa miesiące otrzymywali nagrody,
przywrócono "trzynastkę". We wrześniu 2006 r. koszty utrzymania pracowników
wzrosły o prawie 100 proc. w stosunku do września 2005r. Jaki zakład by to
wytrzymał – mówi Okoński. Przeniesienie głównej księgowej D. Przymuszały, na
stanowisko referenta tłumaczy tym, że utracił do niej zaufanie. Natomiast
zwolnienie z pracy M. Wojtowicza i D. Kwiecińskiego uzasadnia poszukiwaniem
oszczędności w firmie, a dokładniej likwidacją ich stanowisk pracy.
Przeczytaj wszystkie posty z tego tematu



Temat: Urząd grozi protestującym lekarzom
> Czy te mutanty nie
> rozumieja że Szpital działa na rzecz społeczeństwa .
A czy Ty to rozumiesz ?
Ja rozumiem,że dobry szpital działa na korzyść a zły na niekorzyść.
Chyba reformę służby zdrowia zrobiono nie po to aby mnożyć papiery tylko aby
słabsi padli, co pozwoli przesunąć środki tam gdzie są efektywniej wykorzystane.
Dlaczego służba zdrowia ma pracowac tak jakby nie było konkurencji ?
Obudźcie się, było kilka lat na wyrównanie szans szpitali( remonty
wyposarzenie. Dziś gdy szpital jest w gorszej kondycji to oczekuje większej
pomocy niż ten dobry.
Przeciez to jest chore.
Trzeba uleczyć służbę zdrowia zanim ona zacznie leczyć nas.
Tak jak są nieuleczalni chorzy tak samo są "nieuleczlne" szpitale.
Co byście powiedzieli gdyby zaczęli strajkowac pracownicy państwowej upadającej
fabryki, albo skarbówki ?
Jak reformować , jak ograniczać marnotrastwo, jak mobilizować ludzi do
wydajniejszej pracy jeśli będzie się pomagać słabszym zamiast lepszym, albo
zrobi się urowniłowkę?
Dać lekarzom podwyżki jak powiedzą komu zabrać.
W momencie gdy lekarze odeszli od łóżek stracili moralne prawo do domagania się
podwyżek.
A strajk w szpitalach dziecięcych to zbrodnia za którą powinni lekarzy wsadzać
do pierdla.
Co by powiedzieli lekarze gdyby podczas operacji strajkujący elektrycy
wyłączyli prąd, albo pracownicy wodociągów wyłączyli wodę , albo
elektrociepłownia wyłączyła ogrzewanie.
Powiedzieliby że to skandal i sabotaż a przeciez "tamte zawody" nie składały
przysięgi.
Przedstawiciele jakiego zawodu mają wiecej willi niż lekarze ?
Ile zarabiają lekarze pracujący na etatach tylko po to aby naganiać pacjentów
do swoich prywatnych gabinetów?
Ilu lekarzy przepisuje leki za łapówki od producentów leków ?
Jaki jest przerost zatrudnienia w państwowych szpitalach?
Jaki procent nakładów na służbę zdrowia idzie na pensje ?
Teraz 30 % podwyżki a za rok 100% to daje 260% dzisiejszej pensji.
1800 brutto x2,6= 4680 zł brutto. Jeśli dodać do tego ZUS 45% to dyrektor
szpitala będzie ponosił koszt utrzymania pracownika w wysokości 6786 zł.
Do tego dochodzi urlop i absencja chorobowa co kosztuje dodatkowe 10 000 zł
rocznie.
Aby lekarz mógł zająć się tylko leczeniem potrzeba wielu pracowników
pomocniczych , czy im też dać podwyżki?
Gdy osoba nieubezpieczona trafia na łózko szpitalne to każą mu zapłacić ok 1800
zł za dzień i to pomimo ze nie wykonywano żadnych zabiegów.
Dyrektor szpitala tłumaczył ,że to nieważne, a on musi opłacić personel.
Wystarczy porównać to z pensją lekarza aby dojśc do wniosku ,że pieniedzy
trzeba szukac w szpitalach.

Prowadząc prywatną firmę usługową nie mam nawet połowy z tego co chcą lekarze,
choć pracuję więcej niż 8 godzin.
Lekarze załóżcie spółdzielnię, ustalcie sobie takie pensje , wydzierżawcie
obiekt, wyposażcie w sprzęt i zobaczcie czy utrzymacie prywatny POZ.




Przeczytaj wszystkie posty z tego tematu



Temat: jeden z powodow by do PLu wrocic
A jednak..
Gość: Iff.. 06.05.08

Nareszcie ktoś raczył zauważyć, że zarobki w Polsce rosną tylko nielicznym,
bezrobocie maleje bo żeby przeżyć trzeba zasuwać na 2 etatach, a narzekania
pracodawców na brak rąk do pracy oznaczają 5 zł brutto za godzinę .
To od dwóch lat chyba pierwszy artykuł na temat rynku pracy, który trochę ociera
sie o naszą rzeczywistość.
Nie, to nie jest wina rządów i systemów. To wina mentalności Polaków:
Po co mam płacić 2000 skoro za 1200 tez będą pracować bo nie mają wyjścia. Mało
im? Niech im państwo dołoży...

A jednak..
Gość: gosc z Kaliforni 06.05.08

nie rozumiem jak mozna zarabiac 5.60 na godzine, jezeli litr benzyny
kosztuje 4.50, a kg chleba chyba 2 zl, a mkw mieszkania 8 tys zl,
jzeli jest to minimalna stawka godzinowa w Polsce to jest ona prawie
czterokrotnie nizsza niz w USA , gdzie ceny benzyny,chleba(0.7 kg
kosztuje 2.5 zl w przeliczeniu) i m kw mieszkania sa nizsze. Ludzi
w Walt Mart chyba maja na wejsciu $10 na godz, na kasie w duzych
sklepach spozywczych od 14 do 18 dol, ochroniarze w granicach $12-15


A jednak.
Gość: Iff 06.05.08

Socjalizm ci sie marzy? Kołchozy, nacjonalizacja gospodarki i wszystkim po równo?
To wszystko już było i sie w naturalny sposób skończyło po tym jak gospodarka
zbankrutowała. Nawet w Chinach i na Kubie zorientowali sie, ze sie nie uda.
Ale jak ci tak tęskno za komuną i wspólna własnością to polecam kibuc w Izraelu.
Przy odrobinie szczęścia odstrzelą cię. Głąbów na tym świecie i bez ciebie jest
za dużo.


Dwa etaty, żeby godnie zarobić
Gość: dola 06.05.08

lekarze, pielęgniarki, nauczyciele, sędziowie itp mogą przynajmniej zastrajkować
i będzie głośno w gazetach.
Nad urzędasami nikt się użali "bo siedzą i w stołki pierdzą". Nie tylko
ochroniarze mają 1600 zł, co jak autor artykułu słusznie zauważył wystarcza
wyłącznie na podstawowe opłaty i utrzymanie.
Pracuję w niewielkim miasteczku jako urzędas - tu szans na awans nie ma, na
podwyżki+ tyle ile ustawa przewiduje a przewiduje tzw. wyrównanie czyli jakieś
30zł. W dużym mieście dostałabym u prywatnego pracodawcy 400zł więcej ale na
dojazdy w miesiącu muszę wydać 300 zł. i tracić łącznie 4,5 godz. dziennie na
dojścia i dojazdy. Tu mogę chodzić pieszo- to duża oszczędność, raz na kilka lat
dofinansowanie do okularów, regularnie płacone ubezpieczenie czyli dostęp do
lekarza jest, żywność w moim miasteczku jest nieco tańsza, wynajm też, mogę
regularnie odebrać dziecko z przedszkola. Mam tylko pokój i kuchnię+ łazienka.
Nie stać nas z mężem na kredyt. I co robimy w weekendy? dodatkowo pracujemy -
czasem w środku tygodnia w domu wieczorem, bo mam komputer i mogę wykonać pracę
biurową. Też jestem niedospana, z niezdrową cerą, bólami stawów i głowy - ale
cóż, mogę mieć nadzieję, że kiedyś mi się uda i osiągnę nieco więcej.
To nie jest narzekanie, bo na ten temat piszę po raz pierwszy - taki stan ma
wielu Polaków i tego nie uleczy obietnicami komputerów, znalezionych 3 mld pan
Tusk, ani pan Kaczyński. Sami wiecie, że koszty utrzymania pracownika są u nas
bardzo duże plus należne podatki, plus biurokracja, zawiłości skarbowe (samych
wzorów pitów jest ponad setka!). Podejście Państwa do obywateli - każdy obywatel
to złodziej - nie wolno mu na nic, ma same zakazy bo inaczej kradnie i się nie
podzieli. Prawo jest skonstruowane na zasadach zakazu i obowiązków a przywilej
to taki, że jak będziesz grzeczny to kontroli i kary grzywny mieć nie będziesz.
Słusznie ktoś wcześniej zauważył, że podzielić wszystkim równo się nie da, bo to
nie jest ani sprawiedliwe ani moralne społecznie.
Niech rząd pozwoli Polakom spokojnie pracować i stworzyć możliwości a nie bariery.


Dwa etaty, żeby godnie zarobić
Gość: blokota 06.05.08

Hmm, jezeli wg Gazety 3,5 na reke to godna płaca, to pogratulowac poczucia humoru.
To jest wegetacja, na mieszkanie, jedzenie, pare portek i moze od czasu do czasu
jakas zabawke dziecku kupi.
Jezeli masz kredyty, chcesz pojechac na wczasy, utrzymac samochód, itd., to
minimum trzeba miec 6-7 netto i to kazde z malzonkow.
Razem z zona mamy 17 tys netto i ledwo na wszystko starcza.

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=79166818&v=2&s=0 Przeczytaj wszystkie posty z tego tematu



Temat: Czy ekonomia by sie zalamala jesli sprzataczka...
truten.zenobi napisał:


> bo uznajesz ptylko przeskok z jednej skrajności w drugą...

A gdzie zaczyna się skrajność?


> a czy ja twierdze coś innego?
>

Pośrednio tak - poprzez twierdzenie "niech zakładają firmy".


> a czy ja twierdzę coś innego?
>

Ale bronisz tej patologii jak niepodległości.


> > e są 3 razy mniejsze niż w Polsce i jakoś u nich to działa.
> Dlaczego?
> 1. dlatego że oni już ten etap mają za sobą
> 2. dlatego że mają lepsze rozwiązania prawne i gospodarcze
> 3. dlatego że dysponują nowocześniejsza techniką
> 4. dlatego że mają wyższą kulturę...

Ad 1. Nie. U nas minęło już dość czasu od 1989 roku.
Ad 2. Nie tyle lepsze rozwiązania, co silniejsze związki zawodowe i organizacje konsumenckie. W Polsce zaś związkowców się zwalcza z całych sił - nawet metodami bandyckimi.
Ad 3. Jaką? Fabryka Fiata w Polsce i we Włoszech ma te same maszyny.
Ad 4. Więc trzeba ludzi kultury nauczyć. Kijem.

>
> > zapłacić 3000 Euro
> z tego co wiem(!) to 3 tys eu nie zarabia wykonawca czynnosci
> prostych ale ktoś kto ma dobre kwalifikacje....
> tyle że tam za 1200 eu daje radę przeżyć a tu za 1200 zł to
> niekoniecznie...
>

Znajomek w fabryce Cadbury w Niemczech zarabiał jakiś czas temu ponad 2000 Euro. Przy taśmie.


> 1. zwłaszcza się nie opłaca gdy trzeba pracować. znam przypadek
> gdzie ludziom nie opłacało się pracować za 4 tys
> ( dla wyjasnienia nie chodzi o jakiś super specjalistów z niewiadomo
> jakim wykształceniem - normalnie robotnikom po ZSZ)

Odebrać im wówczas zasiłki.

> 2. ogólnie brakuje miejsc pracy nawet tych marnych ale przede
> wszystkim brakuje takich dobrze płatnych - nawet dla ludzi o
> wysokich kwalifikacjach.

Owszem.

> a z czego to wynika? znacznej części z tego że polska nie ma dużej
> klasy średniej, nie ma firm produkcyjnych ...
> ma za to montownie, markety, ... i 0,5 mln urzedników...
>

Produkcja to przemysł XX wieku. Dzisiaj liczą się usługi.


>
> 1 do tego zmierzam ludzie mają alternatywę tyle że zwykle tak
> naprawdę nie jest ona lepsza od pracy w "wyzysku"
> ale jesze raz podkreślam to nie wina przedsiębiorcy!
> 2 oczywiście skup płaci za ciebie ZUS, podatki, daje ci inne
> przywileje pracownicze...
> To własnie mnie razi w Twoim podejściu liczy się kasa na rączkę,
> udajesz że nie wiesz o pozostałych kosztach
> zestaw to tak koszt utrzymania pracownika 2-6 tys do 2 tys zbieracza
> puszek

Ale ale. Zbieracz na rękę ma i tak więcej, niż kapitalista płaci razem ze wszystkimi podatkami, zusami etc. To jest chore!

>
> w zasadzie może od tego należało by zacząć dyskusję, bo fajnie sie
> zestawia pensje netto sprzataczki z pensją prezesa
> gorzej jeśli chodzi o koszty utrzymania stanowiska z efektami
> pracy...
>

No właśnie... Efekty pracy prezesów banków właśnie widzimy. Sądzę, że sprzątaczka jako bankowiec nie dałaby rady narobić takiego burdelu.

Przeczytaj wszystkie posty z tego tematu



Temat: Co o tym myslicie?


W artykule <9mjgdb$p4k@news.tpi.plRMK napisał(a):

| Dzieki temu sa nizsze ceny czyli wieksza sila nabywcza placy

| Jednak pensja musi byc na tyle wysoka by mogla pokryc at least koszty
| utrzymania pracownika, jezeli tego nie zapewni to mamy kryzys
nadprodukcji.

Czyli wg Ciebie w dzisiejszej polsce wszyscy pracuja za place minimalna?
Bo
przeciez skoro kazdy pracodawca chce placic jak najmniej (nie neguje ze
tak
jest) to jedynym ograniczeniem jest odgorna placa minimalna... Czyzby?
A w polsce jest teraz przeciez wysokie bezrobocie, wiec jest mniejszy
nacisk na podwyzki plac. A chyba jednak nie wszyscy pracuja za minimalna?


Tu mnie masz :)  Ale zrobilem maly wywiad i wiem jak jest, w duzej liczbie
malych firm [nie pamietam z ekonomii liczby pracownikow aby firma byla za
taka uznana, mnie chodzi o taki do 10-15 pracownikow] pracownicy zarabiaja
wlasnie place minimalna! Dodatkowo dosc czesto zatrudnia sie ludzi na 1/2,
3/4 i inne ulamki etatu choc pracuje jak na wyzszym. Mowa tu o firmach
prywatnych, ktore sa kwalifikowane jako osoby fizyczne. Pensja minimalna to
na reke cos kolo 550 zlotych, a z ZUS'em to cos kolo 730. Ciekawie to
wyglada przy porownaniu z pensja srednia ok. 1800 zlotych. Jakby nie patrzec
pensje nie sa zgodne z rozkladem Gauss'a, a tak sie sklada, ze wszystkie
inne wielkosci opisujace ludzi podlegaja temu rozkladowi. Dlatego nie prawda
jest jakoby pensje zalezaly od inteligencji czy innego tego typu parametru.


| | Wkoncu bez zandarma w osobie panstwa nie ma czegos takiego jak placa
| | minimalna, nie ma tez zasilkow dla berobotnych, wiec pracodawca ma
| wladze
| | absolutna nad pracownikiem.

| ???
| Pracownik zawsze moze odejsc
| W stanach AFAIK nie ma placy minimalnej, a nawet w ogole nie ma kodeksu
| pracy i
| bezrobocie nie przekracza 5% a w UE ktora ma rozne rozwiazania
"chroniace"
| pracownikow jest chyba troche wyzsze...

| Jednak w USA istnieja zasilki dla bezrobotnych.

Nikt nie jest doskonaly :-)))


:)


| Dodatkowo USA tak dobra koniunkture gospodarcza zawdziecza tylko i
wylacznie
[ciach - dlugie]

To ja sie zgadzam zebysmy przyjeli taka bledna polityke gosp. jaka
prowadza
stany i zeby u nas bylo tak zle jak u nich. Jakos to wytrzymam. :-)
A powazniej. Pensja minimalna dotyczy tylko ludzi o niskich dochodach,
czyli takich ktorzy zbyt duzo nie wydaja, a wiec obnizenie ich pensji nie
spowodowaloby wielkiego ubytku w globalnych wydatkach.
A przez istnienie placy minimalnej w pl mamy wyzsze bezrobocie (sporo
ludzi
chcialoby pracowac nawet za mniej), i wieksza szara strefe czyli w
konsekwencji
slabszy wzrost i mniejsze dochody budzetu.
Niestety nie wiem kto i za co ostatnio dostawal ostatnio noble z ekonomii.
:-(
Jesli masz jakis polski link do info o tym to chetnie poczytam.


Tez bym nie mial nic przeciwko temu, ale USA mialo kilkadziesiat lat na
budowe swojej potegi i od poczatku mialo rynki zbytu, my tych rynkow nie
mamy miedzy innymi przez "nowatorski" sposob leczenia polskiej gospodarki
przez Balcerowicza. Dodatkowo globalizacja doprowadzi wkoncu do wyrownania
poziomu zycia w roznych czesciach swiat i wtedy nie bedzie mozliwy dodatni
bilans handlowy, a wtedy trzeba bedzie zaczac oszczedzac, na czym ucierpia
pracownicy.


| | Nie musi placic duzo bo pracownik i tak bedzie
| | pracowal za to co mu sie da. A to oznacza tylko tyle, ze pracownicy
zyja
| w
| | nedzy.

| Gdy jest niskie bezrobocie (a jest gdy jest rozwoj + elastyczny kodeks)
| pracownik moze wybierac w ofertach.

| To prosze o przyklad kraju w ktorym _kazdy_ pracownik moze wybierac w
| ofertach, nie tylko wykwalifikowany, ale tez nie wykwalifikowany.

Nigdy _kazdy_ pracownik nie bedzie mogl przebierac w ofertach pracy bo
zawsze
mozesz pokazac palcem jednego ktory nie moze bo sie do niczego nie nadaje.
Z tego co wiem to w stanach nie ma wiekszego problemu ze znalezieniem
pracy dla
osoby niewykwalifikowanej, a zarobki sa pewnie nie mniejsze niz srednie w


pl.

Prawie prawda, ale zeby dostac prace z przyzwoita pensja trzeba mies
ukonczone HS [choc to potrafi przecietnie inteligenty szympans]. Pensje w
USA nalezy porownywac do tamtejszych cen [co powoduje, ze sa jeszcze wyzsze
niz w Polsce :) szczegolnie sprzet komputerowy, oprogramowanie, muzyka,
filmy]. Ogolnie jednak masz racje w USA mozna znalezc prace, jeden problem
to to, ze ich niskie bezrobocie jest wynikiem silnego eksportu, a ten
mozliwy jest tylko gdy istnieja rejony swiata w ktorych wiecej sie kupuje
niz produkuje [ex. nasz kochany kraj]


| Czyzby nie bylo czegos takiego jak Wielki Kryzys? Fakt, ze nie bylo
wtedy
| liberalizmu w clach i tym podobnych sprawach, jednak owczesne systemy
plac
| bylyby dzis uznane za bardzo liberalne.

Jestem raczej slaby w historii wiec nie bede sie wypowiadal.


To radze poczytac o jego przyczynach i sposobach w jaki sie zabezpieczono,
co by nie mowic to ruchy socjalistyczne i komunistyczne mialy wtedy duzy i
pozytywny wplyw, dzieki nim wlasciciele dostrzegli, ze pracownik musi
zarobic by mogl kupic.

RMK

Przeczytaj wszystkie posty z tego tematu



Temat: OT- rozmowa kwalifikacyjna


Możliwe, możliwe. Ale w takim razie co można zmienić ?


system jest bardzo obciazający , fiskus zdziera wiecej pieniędzy niz
ludzie wytwarzają , przez co rynek jest kiepski , nie ma wolnych pieniędzy
w obrocie więc wydatki są na styk co uniemożliwia rozwój , masz wakat na
jedno miejsce pracy bo koszt utrzymania pracownika jest bardzo duży ,
jesli z jakiś powodów pracownik nie pracuje to nie ma takiego normalnego
"zapsu" czy chocby mozliwości dotrudnienia pracownika bo zwyczajnie praca
firmy przestaje być dochodowa , ludzie zresztą jak sama wiesz wydają teraz
prawie wszystko na zycie :( i to trzyma całość w miejscu , takim
przykładem jak fiskalizm hamuje np. sprzedaż jest akcyza na samochody itp.
podwyzka akcyzy w pewnym momencie spowodowała że Polska z 5 miejsca w
Europie w sprzedaży nowych samochodów zeszła na koniec , albo taka obnizka
akcyzy na wyroby alkoholowe spowodowała większy dochód z tejże ;)) nie
dlatego ze ludzie zaczęli więcej pić ale nie opłaciło się przemycanie itp
a to wymiernie wpłynęło na sprzedaż legalną


Wierzę, że to jest bardzo obciążające dla pracodawcy, jednak na całym
świecie pracownicy chorują.


są pieniądze na rynku to i łatwiej prace znaleźć i nikt tak kurczowo się
jej nie trzyma jak u nas

Gdyby pracownik zarabiał naprawdę dużo, tyle,


że byłby zadowolony, a jednocześnie traciłby w sposób odczuwalny na
zwolnieniach, to może zwolnienia zdarzałyby się dużo rzadziej ? Nie
wiem,
nigdy w tym nie siedziałam. Jednak jeśli ktoś zarabia 600 zl to... ;P
Trudno od niego oczekiwać, że będzie z siebie flaki wypruwał ;)


ha i w tym problem ze łatwo się mówi a gorzej się robi sam znam przypadki
że tak zwana prowizja niewiele pomaga , dlatego właśnie że pracodawca moze
dzielić się pieniążkami które zarabia , małe pieniążki mała prowizja ,
jest po prostu taki punkt który trudno przekroczyć , ale oczywiście są też
przykłady naprawdę nachalnych akwizytorów itp ;)


Wiem jedno. Gdybym pracowała w prywatnej firmie, która płaci mi
godziwie,
która dba o moje dobre samopoczucie, która nie żeruje na mojej pozycji
poddanego, która przestrzega prawa _zawsze_, byłabym doskonałym,
wdzięcznym
pracownikiem i chętnie i ja dbałabym o dobre imię firmy, a także
brałabym
pod uwagę jej zyski i straty, także te związane z moimi zwolnieniami.


to wszytko tak ładnie brzmi ;)


Dopóki dostaję jałmużnę za wiele godzin ciężkiej pracy i widzę, jak
próbuje
się mnie robić w balona na każdym kroku, to, szczerze mówiąc, miałabym w
nosie zyski i straty firmy, myśląc tylko o tym, jak można się dać
wyzyskiwać możliwie najmniej.


no tak cały czas nie wiesz jak jest robiony w balona twój pracodawca ;)
społeczeństwo wybiera rząd który tworzy przepisy które nie mobilizuja
pracodawców do ..... koło się zamyka

 No i z góry niemal można założyć, że praca u


takiego drobnego kapitalisty nie jest pracą na długie lata, bo te firmy
powstają i padają bardzo szybko, a to też - przy niskich zarobkach i
złym
traktowaniu ludzi - motywujące nie jest.


no widzisz z góry coś zakładasz ;) ale nawet mała firma ma właściciela
który włożył własne cięzko zarobione pieniądze i on nie moze się obrazić i
zwolnić bo 15 zus 25 vat jak nie to wejda mu na mieszkanie itp :(


| proponuję zmienić strone barykady założyć firme i zatrudnić kilku
| pracowników ;)))))))))

Bardzo chciałabym mieć własny, malutki pensjonat ;)
Niestety, nie stać mnie na to. Mogę Cię jednak zapewnić, że byłabym
dobrym
pracodawcą, bo nie potrafię żerować na innych, podobnie jak nie potrafię
chodzić z podniesioną głową wiedząc, że kogoś krzywdzę.
Ale nie wątpię, że gdybym była pracodawcą, wiele spraw widziałabym
inaczej
niż teraz :)


nikomu nie przychodzi łatwo myślisz ze kazdy pracodawca dostła swój biznes
obligatoryjnie ??? z zapewnieniami się wstrzymaj ;) mając wybór ze albo
zapłacisz podatek albo wypłate sądzę ze długo bys się nie zastanawiała


Skoro pracodawcy tak bardzo boją się, że młode osoby pójdą zaraz na
zwolnienia i urlopy macierzyńskie, dlaczego tak niechętnie zatrudniają
ludzi w sile wieku, ale starszych niż dwudziestoparoletnich ?


starsi trudno się przyzwyczajają do zmian , młodsi sa tansi wydajniejsi i
mozna ich "wychować"


Obserwuję pracę sklepów NETTO w moim mieście. Bałagan niesamowity, chaos
totalny, ale pracownikami są sami bardzo młodzi ludzie. Tego nie
rozumiem
zupełnie. Czy to nie wynika z chęci wyzysku ? Takiego młodego zatrudnia
się
na 3 miesiące, bo to daje jakieś tam zwolnienie z czegoś, później
przyjmuje
się kolejne osoby, znów na parę miesięcy. I jak się dziwić, że ci ludzie
mają w nosie jakość swojej pracy, skoro z góry wiedzą, że potraktowani
będą
byle jak ?


taki układ sam rynek umożliwa tego rodzaju posuniecia

Slawek

Przeczytaj wszystkie posty z tego tematu



Temat: Przedsiębiorcy krytykują Hausnera
Taki pomysł to zbrodnia na polskiej gospodarce!

Od początku widać, że tzw. "plan Hausnera" nie jest żadnym planem. To zwykłe
mydlenie oczu. Nie szuka pieniędzy tam, gdzie rzeczywiście się one marnują
(dotacje do nierentownych firm i całych gałęzi przemysłu - zabijają konkurencję
w swoich dziedzinach a wszystkich uczą, że pieniądze nadal nie biorą się z
pracy, ale "od władzy"; sposób rozdzielania i rozliczania wydatków na naukę i
kulturę - żeby je mieć trzeba je zdobyć i "odpowienio" wydać, nie koniecznie
rozsądnie itp.). Szuka ich tam skąd najłatwiej zabrać - w kieszeniach
najuboższych obywateli, bo oni nie potrafią lub nie mogą się bronić.

To prawda, że składki emerytalne i rentowe bogatych przedsiębiorców powinny
zostać podwyższone do realnej kwoty. Nie jest jednak prawdą, że przedsiębiorca,
który osiąga dochówd 3 tys. zł miesięcznie jest bogatym przedsiębiorcą. To
ciągle jeszcze bieda.
Żeby odpowiedzialnie prowadzić jakąkolwiek działalność gospodarczą, trzeba mieć
zabezpieczenie, także finansowe, na wypadek nieprzewidzianych okoliczności.
Choroba, wypadek, czy nagłe załamanie się rynku nie zwalnia od konieczności
wypełniania zobowiązań - w przeciwnym wypadku można zostać złodziejem lub
malwersantem. Urzędy skarbowe i ZUS nie uzależniają egzekucji od sytuacji
finansowej dłużnika. Wręcz przeciwnie, najłatwiej egzekwować z majątku
osobistego, który jest zabezpieczeniem w przypadku prostej działalności
gospodarczej.
Moje osobiste obserwacje pozwalają na następujący podział małych
przedsiębiorstw (myślę o "osobach fizycznych prowadzących działalność
gospodarczą", bo takich dotyczy ten genialny pomysł reformy składek ZUS; duże
przedsiębiorstwa zazwyczaj mają status sp. z o.o. lub S.A. i składki
właścicieli są naliczane wg innych zasad):
1. Osiągają dochód. Mają zbyt małe obroty i zyski, albo po prostu faktycznie
żyją ze swojej działalności. Nie mogą więc tak budować struktury wydatków
firmy, by generować koszty na poziomie dochodów (trzeba coś jeść, płacić za
mieszkanie, ciapy do szkoły dla dzieci itp.)
2. "Osiągają" stratę. Działalność gospodarcza jest już tak rozwinięta,
że "można przy niej wyżyć" (tzn. potrzeby firmy są już tak rozbudowane, że
można tu i ówdzie "przepchnąć" drobne wydatki osobiste). Ta grupa do
przedsiębiorcy najbiedniejsi ze skarbowego punktu widzenia.
3. Osiągają dochód. Ci przedsiębiorcy w zasadzie nie muszą już kombinować, by
się utrzymać (robią to raczej z przyzwiczajenia lub z wrodzonej skłonności
do "oszczędzania"). Ich dochody i ustabilizowana pozycja przedsiębiorstwa
pozwala na dostatnie życie, nawet po zapłaceniu podatków. Ale dlaczego płacić
więcej, jeżeli można mniej?

Jak widać pan Hausner wymyślił nową barierę (przynajmniej psychologiczną) przed
przejściem z grupy 2. do 3. W grupie 1. bowiem prawie nie ma możliwości
aktywnego kształtowania kosztów.
Swoją drogą ciekawe, jakie szkoły kończył pan H. Teraz już w liceum uczą, że
podstawą wolnego rynku jest brak barier przy podejmowaniu działalności
gospodarczej. W Polsce, aby podjąć jakąkolwiek działalność, już w tej chwili
trzeba ponosić comiesięczne koszty (opłaty na rzecz Państwa) porównywalne z
minimalną pensją netto (ok. 500 zł - ZUS wraz z przyległościami, jak np. opłaty
za dużą ilość przelewów, konsultacje lub usługi biur rachunkowych itp.; 100 zł -
podatek od dochodu na poziomie 500 zł - z czegoś trzeba żyć; i inne).
Tak więc aby zarobić na własną rękę 500 zł trzeba wpłacić do budżetu 600 zł.
Wychodzi więc, że opodatkowanie początkującego przedsiębiorcy w Polsce wynosi
ok. 60 proc. Co więcej - ZUS trzeba płacić nawet, jeśli przedsiębiorstwo
poniesie stratę! Z czego panie Hausner?!
Prawda jest taka, że w naszych warunkach działalność gospodarczą rozpoczyna
(nie dysponując dużym kapitałem) tylko idiota lub złodziej! Skutki łatwo
zaobserwować wokół.

Tymczasem pan Hausner proponuje nowe bariery dla rozpoczynających działalność.
Nowe obciążenia na rzecz ZUS (na poziomie 40 proc. dochodu) pojawiają się
właśnie w momencie, kiedy firma zaczyna osiągać dochód pozwalający na
niewielkie inwestycje i rozwój.
Młodzi biznesmeni na zasiłek! - to chyba motto Hausnera.
Panie Premierze - a skąd pan chce brać pieniądze na te zasiłki? Czy przewidział
pan je w budżecie?

A może pan po prostu nie wie, że obecną wysokość i sposób naliczania składek
ZUS ustalono w taki sposób m.in. dlatego, że nie powoduje ona nagminnego
omijania jej przez przedsiębiorców. Relacja wysokości składki do kosztów
utrzymania pracownika z najniższą pensją nie uzasadnia bowiem na dłuższą metę
omijania jej przez fikcyjne zatrudnienie. Po zmianach okaże się, że można
płacić niższy ZUS (nawet nieco niższy niż obecnie) i przy okazji jeszcze
zaoszczędzić na podatkach. Trzeba będzie tylko wypełnić kilka dodatkowych
druków.

PS.
Sam próbowałem żyć na własny rachunek. Szło nawet obiecująco, ale nie
lubię "kombinowania". Wystarczył jeden poważniejszy klient, który nie zapłacił
w terminie, aby zostać dłużnikiem skarbu państwa i ZUS. Miałem do wyboru: albo
zacząć kombinować (renty, choroby; wyrejestrowywanie działalności z ZUS na 2
miesiące, by potem zarejestrować na 2 tygodnie, wystawić rachunki i
wyrejestrować z powrotem itp.) lub sprzedać narzędzie pracy, uregulować długi i
zlikwidować działalność a przy okazji jeszcze przez 6 miesięcy otrzymywać
zasiłek. Wybrałem tę bezpieczniejszą (i w świetle prawa całkowicie uczciwą)
możliwość. Obecnie pracuję na "u. zlec." i nie płacę ZUS w ogóle. Kiedy dojdę
do wieku emerytalnego lub z jakiegoś powodu nie będę mógł dalej zarabiać -
przejdę na pomoc społeczną, może wprowadzę się na trawniczek przed ministerstwe
skarbu lub nawet na korytarzy przed gabinetem pana ministra. Czy o to chodzi
panu Hausnerowi? Przecież można to załatwić znacznie prościej - wystarczy
przysłać zaproszenie (;-))!

Tomek Przeczytaj wszystkie posty z tego tematu



Temat: Po technologie do Polski
Po technologie do Polski
INWESTYCJE Światowe koncerny zwiększają zatrudnienie w centrach badawczych w
Polsce

Po technologie nad Wisłę


Centrum rozwojowe Siemensa w naszym kraju zwiększa zatrudnienie do ponad 700
osób. Przed czterema laty miało zaledwie 10-osobową kadrę. Pracowników
przyjmują Motorola i Samsung. W prywatnym sektorze badawczo-rozwojowym będzie
niedługo praca dla 3 tys. specjalistów.


Pomysły polskich inżynierów z tych ośrodków są wykorzystywane w
informatycznych i telekomunikacyjnych rozwiązaniach Intela, Nokii, Oracle, w
silnikach lotniczych General Electric, w produktach potentata w dziedzinie
podzespołów samochodowych Delphi. Korzystają z nich również koncerny Alstom i
Philips.

Ośrodki założone w Polsce przez zagraniczne koncerny osiągają dobre
rezultaty. Dlatego zapadają decyzje o ich powiększaniu. Ale funkcjonują zbyt
krótko, by zmienić opinię o innowacyjności polskiej gospodarki, którą
kształtują przede wszystkim firmy krajowe.

- Inwestycje polskich firm w badania i rozwój są śladowe - mówi Richard
Woodward z CASE, na podstawie ostatnich badań.

Decydują nie tylko niższe koszty
Statystyki Unii Europejskiej, OECD, Światowego Forum Ekonomicznego
potwierdzają, że ani polska gospodarka, ani polskie przedsiębiorstwa nie
grzeszą innowacyjnością. Przemysł na badania i rozwój przeznacza kwoty równe
zaledwie 0,2 proc. PKB, czyli 7-krotnie mniej niż średnio w OECD. Polskie
firmy rzadko kontaktują się z placówkami badawczymi. A światowe koncerny
coraz chętniej zatrudniają polskich specjalistów.

Słabo wykorzystywany przez polskie przedsiębiorstwa potencjał, którym są
silne ośrodki akademickie z politechnikami, kształcącymi niekiedy 30 tys. i
więcej inżynierów, okazuje się dla globalnych firm bardzo użyteczny.

- Wykonujemy prace taniej niż w Niemczech. Specjaliści w Indiach są tańsi od
naszych o 50 proc., a mimo to centrala Siemensa rozwija ośrodek we Wrocławiu.
Liczą się bowiem i dotychczasowe efekty, geograficzna bliskość i mentalność
pracowników, istotna w międzynarodowych projektach - mówi "Rz" Krzysztof
Kuliński, szef wrocławskiego Siemens Software Development Center.

Przez 20 lat Krzysztof Kuliński pracował w Siemensie w Austrii, m.in.
kierując zespołem badawczym. Przed czterema laty przekonywał swoich szefów w
Monachium do założenia centrum we Wrocławiu. Od tej pory zatrudnienie w
ośrodku wzrosło 60-krotnie.

- Dziś nie musimy już udowadniać, że poziom opracowań polskich inżynierów
jest wysoki i warto było utworzyć centra badawczo-rozwojowe w Polsce -
podkreślają zarówno przedstawiciele Motoroli, jak i Delphi, które mają centra
w Krakowie. - W ubiegłym roku zatrudniliśmy 200 programistów, trwa rekrutacja
kolejnych 200pracowników, przed końcem roku będzie u nas pracować 700
specjalistów - informuje Jacek Drabik, dyrektor Motorola Global Software
Group Poland. Krakowskie Centrum działa od 1998 r. Jest liczącą się jednostką
w skali całej korporacji, gdyż cała grupa programistyczna Motoroli zatrudnia
łącznie 5 tys. inżynierów.

Rozbudowa centrów rozwojowych zwraca uwagę konkurencji. We Wrocławiu ma
powstać trzeci ośrodek rozwojowy ulokowany w Polsce przez koncerny
samochodowe z USA - po działającym od czterech lat centrum Delphi i
planowanym w Częstochowie ośrodku firmy TRW, który ma zatrudnić 250
inżynierów. Również we Wrocławiu jednostkę badawczą ma utworzyć spółka
koncernu Remy International, który w Polsce m.in. produkuje podzespoły
elektrotechniczne dla aut.

Globalne firmy rzadko informują o finansowych efektach i kosztach
funkcjonowania ich centrów w Polsce. Ujawnił je Samsung, który zatrudnia w
warszawskim ośrodku rozwojowym 106 osób, a w najbliższych dwóch latach chce
zwiększyć zatrudnienie do 700 specjalistów. Według szefa tego ośrodka Yong Gu
Kima stworzenie miejsca pracy w takim centrum kosztuje 60 - 70 tys.USD, a
roczny koszt utrzymania pracownika 30 - 35 tys. USD.

Inwestują, bo chcą eksportować
Spośród polskich firm nowych technologii w prace badawczo-rozwojowe inwestują
głównie te, które zdecydowały się na ekspansję zagraniczną. Krakowski
ComArch, współpracujący m.in. z Nokią, zwiększył w ubiegłym roku
zatrudnienie - jednak nie tylko dla potrzeb prac rozwojowych - o 400 osób do
1,5 tys. O ponad 200 osób do 850 powiększyło się zatrudnienie w grupie Comp
Rzeszów. 250 inżynierów pracuje wjednej z najbardziej innowacyjnych, a
zarazem mało znanych rodzimych firm, zielonogórskiej ADB Polska. Jest ona
jednym z głównych na świecie producentów odbiorników cyfrowej TV, działa w
kilku krajach. Prokom, który w rankingach "Rz" zdobywał miano jednej z
najbardziej innowacyjnych firm, zapowiedział ostatnio zmniejszenie
zatrudnienia, ale - jak powiedział nam Krzysztof Król z biura prasowego
firmy - redukcja nie dotknie działów rozwoju. Firma przeznaczy w tym roku
więcej na badania i rozwój. Planuje wydać na ten cel 50 mln zł, rok temu
wydała 29 mln zł.

ZBIGNIEW ZWIERZCHOWSKI
"RZECZPOSPOLITA"


Krajowe firmy są spóźnione

Aktywność światowych koncernów sprawiła, że w Polsce powstał prywatny sektor
badawczo-rozwojowy, zanim rząd i parlament utworzyły prawo, które taki status
nadałoby rodzimym jednostkom. Ustawa o wspieraniu działalności innowacyjnej
jest ciągle w Sejmie, może będzie uchwalona jeszcze w tej kadencji. Nadal
jednak niewiele polskich firm chce wykorzystać potencjał intelektualny
absolwentów uczelni, oferując im pracę nad rzeczywiście innowacyjnymi
technologiami. A nie ma wątpliwości, że ten potencjał istnieje. Przekonują
nas o tym zagraniczne koncerny.

MAPKA:
www.rzeczpospolita.pl/teksty/wydanie_050524/ekonomia_a_6-2.F.jpg Przeczytaj wszystkie posty z tego tematu



Strona 3 z 3 • Znaleźliśmy 153 postów • 1, 2, 3


© Miley_Cyrus Design by Colombia Hosting